Powodem niemal wszystkich kłótni, które miałem okazję widzieć, było to, że księżna nie mogła zrozumieć, dlaczego ona
i Karol muszą ściśle wypełniać wszystkie punkty ich dziennego programu. Jedynym usprawiedliwieniem mogła być
choroba, ale nie jakiś zwykły kaszel czy przeziębienie, a już w żadnym wypadku „choroba dyplomatyczna" - wyjawił Colborne. - Niechęć Diany do pełnienia obowiązków reprezentacyjnych narastała: poczynając od kłótni i napadów złości, aż do zdecydowanej odmowy udziału w nich. Nieważne, co powiedziałem lub próbowałem tłumaczyć; nie
liczyła się też opinia ważniejszych rangą dworzan ani Karola. Diana nigdy nie pogodziła się z faktem, że obowiązki są ważniejsze od jej zachcianek.
Ta zasadnicza kwestia była też, oczywiście, jednym z powodów, dla których Diana przystała na propozycję Karola przeprowadzenia prawnej separacji, choć na początku wpadła w panikę. Oboje wiedzieli, że ich małżeństwo skończyło się w 1987 roku, gdy przestali dzielić ze sobą łoże. Fakt, że
karol porzucił ją, aby wrócić do Camilli - kobiety uważanej przez nią za żmiję, która z premedytacją rozbiła ich małżeństwo, by mieć Karola tylko dla siebie - rozgniewał Dianę i zarazem upokorzył. Jeszcze w tym samym roku beznadziejna rozpacz, pragnienie emocjonalnego bezpieczeń¬stwa i kogoś, kto by ją kochał, wepchnęły księżnę Walii w ramiona i do łóżka kapitana Jamesa Hewitta.
Nie sprzeciwiła się prośbie Karola o separację także dlatego, że chociaż sama nigdy się jej nie domagała" nawet wtedy, gdy wpadała w dziką furię - to spodziewała się jej już od dwóch czy trzech lat. Uważała, że pozostając księżną Walii, będzie mogła być bliżej synów i mieć większy wpływ na ich wychowanie i edukację. Obawiała się, że bez niej chłopcy zostaliby zupełnie pozbawieni ciepła matczynej miłości - uczucia, które tak wiele dla niej znaczyło z powodu koszmarnych doświadczeń własnego dzieciństwa, gdy jej matka porzuciła męża i dzieci. Zapytała tylko, co stanie się z nią i chłopcami, gdyż nie miała najmniejszego pojęcia, co powinna zrobić odtrącona żona księcia Walii, jak żyć i jak się zachowywać.
- Nie martw się" odpowiedział Karol." Nikt nie wyrzuci ciebie ani chłopców z pałacu Kensington. Nie będziecie zdani na samych siebie.
Potem wyjaśnił, że w życiu jej i chłopców nic się nie zmieni. Pozostanie w pałacu Kensington, będzie mieć tę samą służbę oraz zachowa przywileje i tytuł książęcy. Zapewnił, że jej sytuacja finansowa również nie ulegnie zmianie. Ze zrozumiałych względów Diana odetchnęła z ulgą.